niedziela, 15 października 2017

Pogoń

(…)

Zidentyfikowany obiekt latający obrał sobie za cel Luśkę i ją przegonił. Zdarzenie to miało swój prolog dwa dni wcześniej, kiedy pożarła kawałek sznurówki. Przybrawszy parę dni później łukowatą pozycję wycisnęła z siebie coś egzotycznego, co dyndając na sznurówce, której większa część wciąż w niej tkwiła, odczepić się od niej nie chciało i goniło biedaczkę, która przed tym bezowocnie uciec próbowała, bowiem im szybciej gnała, tym szybciej była ścigana. Biegałaby tak pewnie do wieczora, gdybym nie przypadek, który się nad nią zlitował, stawiając na drodze jej ucieczki krzaczek, który pokonała jednym susem, a za nią ów tajemniczy artefakt lecący odrobinę niżej, dzięki czemu zaczepił się o gałązkę i odczepił od Luśki. Ach, co to była za radość…

(…)

sobota, 14 października 2017

Parytet

(...)

Dlaczego pani jesień? Jest pani zima, pani wiosna, więc dla równowagi winien być pan lato i pan jesień. Ten pan jesień to taki bardziej drag queen z brodą wystrojony w kolorową suknię z trenem od Prady i szpilki od Manolo Blahnika. Cóż to byłby za piękny przykład tolerancji, parytetu i poprawności politycznej. A skoro o jesieni…













(...)

Zdrowotnie idzie ku lepszemu, a w zasadzie ku zaplanowanej w początku przyszłego roku cholecystektomii. Mama jest słaba, ale czuje się znacznie lepiej. W poniedziałek rano wracam do Katowic. Muszę resztę zaległego urlopu zaoszczędzić na pooperacyjną opiekę.

(...)

wtorek, 10 października 2017

O 40 stopniach, paleniu i jesieni w górach

(…)

W góry przyjechałem wprost w czterdzieści stopni. Szkliste oczy, nienaturalne rumieńce i związane z czterdziestoma stopniami atrakcje w postaci bredzenia i wydawania z siebie dziwnych odgłosów, które sprawiły, że trochę przystresiłem, bo nie wiedziałem, co się dzieje. Przyznała się, że ma tak od tygodnia, ale ukrywała to przede mną. Nie była też u lekarza, bo za słaba była, żeby pojechać do przychodni. „Mogłaś przecież zamówić wizytę domową” – drążyłem ku jej niezadowoleniu. „Mogłam, ale nie zamówiłam, bo nie miałam siły posprzątać, a wstyd mi było tego bałaganu”. No tak – pomyślałem – bałagan ważniejszy od własnego zdrowia. Przychodnię załatwiliśmy więc w pierwszej kolejności. Diagnoza: kamica żółciowa i prawdopodobne zapalenie pęcherzyka żółciowego. W środę po odebraniu zleconych przez lekarza badań diagnostycznych, okaże się, jakie będzie dalsze postępowanie. 

Pomiędzy rzutami gorączki odbyłem przyśpieszony kurs palenia w węglowym piecu centralnego ogrzewania. Był czas w moim życiu, kiedy paleniu oddawałem się hobbystycznie i namiętnie, jednak to było dla mnie zupełną nowością. Doświadczywszy owej nowości mogę powiedzieć, że palenie w piecu nie jest tak ekscytujące, jak palenie papierosów, acz przyznać muszę, że znacznie dla mnie zdrowsze. Ta świeża umiejętność pięknie będzie się prezentować w moim CV.

Tymczasem w górach rozgościła się jesień. Jest chłodno i mokro. Pierwszy poranny przymrozek sprawił, że drzewa pośpiesznie zmieniają swoje kolory. Lasy zaczerwieniły się już bukami i zażółciły brzozami, ciesząc oczy feerią barw. Jest pięknie. Lubię chłodne jesienne poranki i wieczory pachnące mokrą ziemią, opadłymi liśćmi oraz pierwszymi przymrozkami. I choć za jesienną pluchą nie przepadam, bo zdecydowanie wolę słońce, to przypomina mi ona, jak przyjemnie jest wracać do ciepłego domu…

(…)

środa, 27 września 2017

sobota, 23 września 2017

Przytulanie wyjątkowości

(...)

Gocha przysłała mi wczoraj wiadomość na facebooku o treści: Dziś jest dzień przytulania na facebook, wyślij je do wszystkich kontaktów i sprawdź ile otrzymasz z powrotem. Od 5 wzwyż, jesteś kimś wyjątkowym. Jestem przekonany, że otrzymali ją wszyscy jej znajomi z facebooka, więc nie poczułem się wyróżniony. I odesłałem. Bez wahania. Pewnie chodzi po tej naszej matce ziemi paru zwyrodnialców nie dostrzegających niepospolitości Gochy, ale ja do nich nie należę. Ja ją widzę, a nawet bywa, że i czuję w osobistym kontakcie, kiedy bezceremonialnie anektuje moją przestrzeń, jak stado dzikich Hunów. Podczas przesyłania przez moją głowę przemknęła myśl, czy wysyłając ten łańcuszek Gocha aby nie czuła choćby nikłego cienia niepewności co do dostrzegania jej wyjątkowości przez innych, bo że dla siebie samej jest wyjątkowo wyjątkowa to oczywiste, ale dla innych już takie być nie musi. Odegnałem jednak tę myśl, bo z własnego doświadczenia wiem, że jeśli komuś dane było poznać Gochę, czyli poprzebywać z nią dłużej niż godzinę, bo to jest czas maksymalny, kiedy jest w stanie się kontrolować, dane mu też było doświadczyć jej niepowtarzalności, a tego nigdy nie zapomni…

(...)

piątek, 22 września 2017

niedziela, 17 września 2017