sobota, 2 grudnia 2017

BHP

(...)

Szkolenie BHP. Spęd. Ścisk. Tłok.
- Czekaj, bo muszę się rozkroczyć, żeby przejść - powiedziała przepychając się, jak zawsze w ostatniej chwili, do ostatniego niezajętego miejsca znajdującego się przypadkiem obok mnie. Oparłszy się jedną ręką na moim ramieniu, drugą na oparciu krzesła, do którego zmierzała, spróbowała zrobić wielki krok ponad jego oparciem, utknęła jednak, bo jej noga okazała się za krótka i rozkrok niewystarczający. - Ale ciasno. Wyobrażasz sobie ewakuację w razie pożaru?
- O tak – odpowiedziałem z szelmowskim uśmiechem. - Ja zwieję szybko, ale ty zanim się zkroczysz, spłoniesz pewnie doszczętnie.
Zrezygnowawszy z przekraczania, chichocząc obeszła krzesło i zająwszy swoje miejsce rozparła się wygodnie.

(...)

wtorek, 21 listopada 2017

Etnicznie

(...)

Kilka dni temu miałem zabawne doświadczenie w przychodni, kiedy czekając z mamą na lekarza, powiedziałem nieopatrznie do przełączającej programy we włączonym w poczekalni telewizorze pani, że bardzo lubię Chopina (akurat przeleciała przez TVP Kultura, gdzie jakiś pianista produkował się w Preludiach). Pani owa na moją uwagę odpowiedziała pytaniem: „Naprawdę lubi pan TAKĄ muzykę?!!!”. W jej tonie było tyle niedowierzania i zdziwienia, jakbym co najmniej do kanibalizmu się przyznawał. I to chronicznego. Rozbawiło mnie to, więc śmiejąc się potwierdziłem, że tak, bardzo lubię muzykę klasyczną, na co pani ze szczerym politowaniem w oczach odpowiedziała: „Co kto lubi”. Domniemywam, że ona jest miłośniczką muzyki etnicznej, w jej najbardziej wyrafinowanej formie: disco polo...

(...)

sobota, 4 listopada 2017

Refleksja egzystencjalna

(...)

Czy gdyby Vanessa Wyrwoł wyszła za mąż za Kevina Wypukoł dodałaby nazwisko męża do swojego?  Zważywszy na odważne imię, można domniemywać, że charakteru dość by miała, aby z godnością i dumą nosić podwójne nazwisko, tak detalicznie opisujące wszystko to, co małżonek by jej uczynił…

(...)

piątek, 3 listopada 2017

Grisza

(...)

Wczoraj przez Luśkę przeleciał orkan Grisza, siejąc olfaktoryczne zniszczenie podstępnymi, bezszelestnymi i jadowitymi wiatrami…

(...)

czwartek, 2 listopada 2017

O 40 stopniach - epilog

(…)

Niedawno pisałem o zaplanowanej na przyszły rok cholecystektomii mamy. Zrobiono ją jej na cito (klasycznie) w zeszłym tygodniu, po zdiagnozowaniu w usg dorodnego, pracowicie wyhodowanego przez nią (z pomocą lekarzy) dorodnego okołopęcherzykowego ropnia. Choć przed operacją nie obyło się bez chwil grozy, bo istniał niewielki margines, że na pęcherzyku, prócz ropnia, mógł być też guz, szczęśliwie jednak wszystko kończy się dobrze. Mama jest już w domu, słaba, ale zadowolona, że jest już wyleczona. Teraz tylko musi wrócić do sił. Pielęgnujemy, zmieniamy opatrunki, gotujemy, sprzątamy, a ja na dodatek palę w piecu, czego entuzjastą jestem umiarkowanym…

(…)

środa, 25 października 2017

40

(...)

Szarooki obchodzi dziś czterdzieste urodziny. Obejmuję go myślą, bo tylko tak mogę, życząc mu dobrego życia. Świat z nim jest lepszy. I ładniejszy…

(...)

niedziela, 15 października 2017

Pogoń

(…)

Zidentyfikowany obiekt latający obrał sobie za cel Luśkę i ją przegonił. Zdarzenie to miało swój prolog dwa dni wcześniej, kiedy pożarła kawałek sznurówki. Przybrawszy parę dni później łukowatą pozycję wycisnęła z siebie coś egzotycznego, co dyndając na sznurówce, której większa część wciąż w niej tkwiła, odczepić się od niej nie chciało i goniło biedaczkę, która przed tym bezowocnie uciec próbowała, bowiem im szybciej gnała, tym szybciej była ścigana. Biegałaby tak pewnie do wieczora, gdyby nie przypadek, który się nad nią zlitował, stawiając na drodze jej ucieczki krzaczek, który pokonała jednym susem, a za nią ów tajemniczy artefakt lecący odrobinę niżej, dzięki czemu zaczepił się o gałązkę i odczepił od Luśki. Ach, co to była za radość…

(…)