poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Homofobia

(...)

Mój przyjaciel obwieścił mi, że jest homofobem i nienawidzi ciuciurup. Od razu zapewnił, że mnie to nie dotyczy, bo:
1. jego homofobia obejmuje wyłącznie jego byłych
2. nie jestem ciuciurupą

(...)

sobota, 5 sierpnia 2017

Luźna refleksja

(...)

- Pozwól Lusiu, że pańcio podzieli się z tobą taką luźną refleksją – powiedziałem trzymając w bezpiecznej odległości język Luśki, która przyszedłszy skłonić mnie do zabrania jej w góry, usiłowała zastosować argument miażdżący w postaci polizania po twarzy. - Wolałbym, żeby twój język nie spotkał się z moją twarzą, bo wiem, które rejony twego jestestwa pracowicie przed chwilą wylizywał. Rejestruję twoją gotowość i jakby co, to moja odpowiedź brzmi dzisiaj najprawdopodobniej tak, ale na to magiczne, wyzwalające wybuch twojego entuzjazmu słowo na p musisz cierpliwie poczekać do popołudnia. Bądź dobrej myśli. Tymczasem, żeby urozmaicić sobie oczekiwanie, idź na balkon, sprawdź, co tam słychać i jak już sprawdzisz, przyjdź opowiedzieć.

Poszła. Sprawdziła. Wróciła szczekając z donosem, że sąsiad przechodził w pobliżu. 

(...)

czwartek, 3 sierpnia 2017

Anihilacja

(…)

Chcąc rankiem zachłysnąć się ponownie widokiem rokokowej rabatki sporządzonej onegdaj przez sąsiadkę, wyszedłem na balkon, ale doznałem bolesnego rozczarowania, bo zniknęła bez śladu. Nie z winy jakiejś trąby powietrznej, czy huraganu, bowiem to inny żywioł zmiótł tę radującą oczy instalację z powierzchni ziemi. Żywioł ów ma na imię Baśka i jest córką sąsiadki. Zwiedziawszy się wczorajszego wieczora od gawiedzi o artystycznym wyczynie matki, pognała do niej szybciej od wichru. Dobiegłszy złapała się prawą dłonią za swoją dorodną, lewą pierś, głucho stęknęła, nie tylko pod jej ciężarem, zachwiała się, ale ustała i choć słowa entuzjastycznych zachwytów wzbierały w niej jak powódź, nie wyraziła ich, bowiem kątem oka zarejestrowała delikatne poruszenia firanek w sąsiedzkich oknach i mnie jawnie zbierającego dyndające na balkonie ręczniki. Siłą woli, zaciskając zęby, wprawiła w ruch swoje nogi i weszła do domu, gdzie – jak mniemam - nie omieszkała podzielić się z matką swoimi wrażeniami. Noc zapadła i mrok okrył ziemię, a wtedy w sąsiedztwie coś się dyskretnie poruszyło, zaszumiało i zaszeleściło. Rankiem okazało się, że rabatka zniknęła w równie cudowny sposób, jak się pojawiła. Mrok ukrył sprawcę tej anihilacji, ale gdyby mnie kto pytał, bez wahania, mrużąc z pretensją oczy, wskazałbym paluchem na Baśkę…

(…)

środa, 2 sierpnia 2017

Rabatka

(...)

Mojej sąsiadce, tutaj w górach, w ciągu jednego wieczora grządka pod oknem obrodziła feerią kolorowego kwiecia. Cud, mógłby ktoś powiedzieć, ale byłby w błędzie, sąsiadka bowiem wybrawszy się odwiedzić swoich dawno zmarłych rodziców na cmentarzu, mijając kontener na śmieci ustawiony przy wejściu, została porażona widokiem porozrzucanych wokół niego resztek wieńców. Porażenia owego doznawała regularnie, bo też i ów nieporządek pojawia się tam cyklicznie, a ona nie potrafiąc przejść obok niego obojętnie sprząta te resztki. Pochylając się wczoraj po strzępy wieńca obudziła z letargu ukrytą gdzieś w głębi estetkę i ujrzawszy oczyma duszy pstrokatą rabatkę pod swoim oknem, dech z zachwytu nad jej urodą straciła i zapragnęła wprowadzić owo objawienie w czyn, zebrała więc porozrzucane plastikowe kwiatki i materializując ową wizję, powtykała je w pustą grządkę pod swoim oknem. Wieść gminna przekazuje sobie z ust do ust nowinę o tej poruszającej, iście bizantyjskiej instalacji i tłumy gawiedzi pielgrzymują, by ją ujrzeć. A zaiste jest co podziwiać!

(...)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Gdzie jest środek?

Po jednej stronie mający jedyne słuszne panaceum na naprawę Rzeczypospolitej, krzyczący o kanaliach, które zamordowały mu brata, mówiący won! do posłanki opozycji Kaczyński, jego arogancki, zabetonowany, głuchy na jakiekolwiek argumenty dwór i bojówki za 500+.

Po drugiej Schetyna straszący w imię demokracji (!) wyborców PiSu więzieniem, resztki skompromitowanej ośmiorniczkami PO, cyniczni prawnicy i demonstranci, których wypowiedzi dla mediów świadczą o tym, że większość nawet nie wie, co oprotestowują i którym brak powagi, bardzo potrzebnej w tej poważnej sytuacji, płk Mazguła opowiadający na manifestacjach o konstytucji i nazywający stan wojenny kulturalnym wydarzeniem, skompromitowany fakturami Kijowski i tonący we własnej megalomanii Wałęsa, bajający o przejęciu władzy.

Prawo-lewo. Lewo-prawo. 

A gdzie jest środek? Gdzie podziali się ludzie rozsądni, myślący samodzielnie, nie poddający się temu cynicznie kreowanemu przez spin doktorów obu stron obłędowi? 

piątek, 14 lipca 2017

O rozprasowaniu na gładko

Eduardo, lokalny megacelebryta, mistrz plugawienia mowy ojczystej i namiętny miłośnik napojów wyskokowych zmienił swój image. Niestety nie zapuścił długiej grzywy, jak to obecnie u gimbazy w modzie, choć może to i dobrze, bo musiałby ją sobie wpierw wyhodować na plecach, żeby zaczesać, ani nie zaczął ubierać się w stylu młodzieżowym, chociaż Eduardo w rurkach to byłby olśniewający widok. Zmiana, która zaszła jest subtelna, acz wstrząsająco zauważalna. W pewnych okolicznościach. Eduardo pod wpływem promili staje się towarzyski, mowny, wylewny, jowialny i kolokwialny, czego beneficjentami stają się szczęśliwcy przechodzący obok jego domu umieszczonego przy głównej ulicy mojej górskiej miejscowości, na których robi łapanki, by się zwierzyć, bowiem słowa cisną go chcąc się wydostać na świat, koniecznie w obecności audytorium. Któregoś dnia jeden z owych zaszczyconych przez niego szczęśliwców stał się mimowolnym świadkiem tego, jak image mu się zmienił i poniósł tę wieść w świat. Eduardo mianowicie przemówił do owego człowieka kwieciście, kończąc swoją wypowiedź (jak zresztą każdą) słowem z długim, wibrującym rrrr w środku, będącym synonimem nazwy profesji jakoby najstarszej na świecie, do którego artykulacji bardzo starannie się przyłożył, bo jest jego ulubionym i wypowiedział je z przesadną, aktorską wręcz dykcją, czym wprawił w wibracje swoje ruchome uzębienie, które wypsnęło mu się z jamy i złośliwie sturlało na jezdnię, gdzie natychmiast zostało rozprasowane na gładko przez przejeżdżający samochód. Zaskoczony gwałtownym rozwojem wypadków Eduardo cmoknął tylko (już wtedy) bezzębnymi usty, ale szybko się otrząsnął i jak przystało na rasowego pragmatyka błyskawicznie przeszedł z tą stratą do porządku dziennego. Zdecydował też, że zmian do nowego image’u wprowadzać nie będzie, bo i po co poprawiać doskonałość. A przyznać obiektywnie trzeba, że uśmiech Eduardo zyskał znacznie na malowniczości i wyrazie, bowiem widać w nim bezdenną czeluść, z której wypełzają najrozmaitsze przekleństwa, jak robactwo z kloaki…

poniedziałek, 10 lipca 2017

Urlop

(…)

Mam urlop. Noszę trampki. Odmładzają mnie. Na twarzy.

(…)

Straszną rzecz pani Zosi uczynił psychiatra, u którego się przez chwilę onegdaj leczyła. Zrujnował jej zdrowie i „rozszarpał nerwy”, jak twierdzi, bowiem lek, który jej zaordynował i który łykała przez kilka tygodni (inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny) skumulował się w jej organizmie i wydzielać się będzie zatruwając ją systematycznie do końca jej żywota, powodując chybotliwość samopoczucia. Każda komórka ciała pani Zosi krzyczy o krzywdzie wyrządzonej jej owym lekiem, każde strzyknięcie w kościach jej o tym przypomina. Już miałem podważyć słabe punkty jej teorii obracając ją przy okazji w niwecz, ale pomyślałem sobie, że skoro snucie jej sprawia pani Zosi przyjemność, nie będę ją jej pozbawiał. Te i inne troski pani Zosia koi hobbystycznymi pomiarami poziomu glukozy we krwi dokonywanymi dwa razy w tygodniu glukometrem odziedziczonym po zmarłym mężu diabetyku. Pani Zosia nie ma cukrzycy, ale czy fakt ten ma ją pozbawić przyjemności płynącej z drobnej domowej diagnostyki, dzięki której czuje się zadbana? Zdecydowanie nie. Co z tego, że nie ma cukrzycy. Przecież mogłaby mieć. 

(…)

Drobne robactwo by nasz wszystkich zeżarło, gdyby nie Luśka, która iska nas regularnie. Jak wpadnie w trans, przelatuje wszystkie zagięcia ubrań i ranty, aż zęby trzaskają.