środa, 30 lipca 2014

Przepiękny dzień się zmierzcha...

Przepiękny dzień się zmierzcha. Spędziłem większą jego część w górach – przewietrzyłem się, poleżałem na trawie patrząc w niebo. Porozmyślałem o dwóch mężczyznach, których kochałem: Szarookim i Niebieskookim. Wspomnienie Szarego sprawia, że zatrzymuję się przywołując w pamięci jego twarz i tamte uczucia, z pewnym lękiem, jakbym sprawdzał, czy to wspomnienie wciąż we mnie żyje. Wspomnienie bardzo żywe, ciepłe i pogodne, ale zabarwione też żalem i tęsknotą. Natomiast Niebieskooki jakoś tak gładko, lekko i radośnie przemyka przez moją pamięć wywołując uśmiech na twarz. Obu kochałem i obaj budzili we mnie bardzo silne emocje, jednak to Szarooki pozostał mi „pod skórą”… Zastanawiam się dlaczego. Może dlatego, że przy nim czułem się zrozumiany i wyczuty jak nigdy dotąd. Tak, to chyba dlatego było mi z nim tak dobrze.

Mój drogi Szarooki, obejmuję Cię myślą, bo inaczej nie mogę i dedykuję Ci wiersz niezwykłego poety, którego wiersze tak nas zachwycały. Czytałeś mi je kiedyś…

Czym jest wspomnienie?
łza co ukradkiem liczy czas miniony
nad Brzegiem Morza wzburzyły się fale
siedzisz samotny - czekając aż zorza
rozproszy myśli - bowiem świt nastaje.

A to co jeszcze w Tobie pozostało
pieścisz jak perły nazbyt drogocenne
i nie masz siły by powstać i ruszyć
z pieśnią na ustach - z modlitwą bez duszy

Eligiusz Dymowski "Cierpienie Anioła"

wtorek, 29 lipca 2014

Wieczór

Wyświetliłem sobie wczoraj film pt „Wieczór” (tytuł oryginalny Evening). Film z 2007 r. Grają m.in. Vanessa Redgrave, Toni Collette, Meryl Streep, Glenn Close, Patrick Wilson. Umierająca na raka kobieta wspomina weselny wieczór swojej przyjaciółki. Wieczór, kiedy spotkała miłość swojego życia - mężczyznę, z którym spędziła tylko jeden wieczór i jedną noc. Dramatyczne okoliczności ich rozdzieliły – spotkali się potem tylko jeden raz, przypadkiem. Wokół tej retrospekcji osnuta jest cała fabuła filmu. Film ten ma swoje dobre, ale też i słabe strony - każdy sam, po obejrzeniu, może wyrobić sobie swoje własne zdanie. Film zdecydowanie wart polecenia – jest refleksyjny, narracja nie jest nachalna. W sam raz na deszczowy wieczór. Ogląda się bardzo przyjemnie.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Byle tylko...

Przyjaciółka z Dziecięciem i osobami towarzyszącymi wyjechała. W domu zrobiło się cicho. Nie lubię wyjazdów, bo mnie zasmucają. Było bardzo miło. Dziecię cudne i grzeczne - zakumplowaliśmy się, bo wujek nosił na rękach i rozpieszczał. Pogadałem z przyjaciółką m.in. o Brązowookim i dobrze mi ta rozmowa zrobiła. Wniosek z tej rozmowy był taki, że mam spróbować, skoro Brązowooki tak zaszedł mi za skórę, jeśli uważam, że poradzę sobie z wszystkimi ewidentnymi ograniczeniami. Dziecię na to powiedziało „ga, ga”, co zostało odczytane jako akceptację słów przyjaciółki, a matki Dziecięcia. To był fajny tydzień. Przede mną jeszcze tydzień urlopu. Postaram się go maksymalnie wykorzystać. Byle tylko pogoda dopisała.

piątek, 25 lipca 2014

Refleksja

Mój urlop powoli zbliża się do końca. Założenia urlopowe, prawie wszystkie, zostały zrealizowane. Odpoczynek, naładowanie akumulatorów, przyjemne spędzenie tego czasu, wietrzenie się w górach etc. Niestety jednego założenia nie udało się zrealizować. Nie udało się zapomnieć o Brązowookim. Dzielnie obwieszczałem, że odpuszczam, że zapomnę, że jest ok, że patrzę na to racjonalnie i rozsądnie etc, etc. Jednak nie udało się zapomnieć – myśl o Brązowookim istnieje we mnie cały czas z jednakową siłą. Owszem, starałem się rozsądnie odpuścić, ale to nie bardzo działało. No bo jak tu odpuścić tęsknotę za miłością? Każdy chce kochać i być kochanym. Ja również. Tęsknota za miłością, mająca aktualnie brązowe oczy i dołeczki w policzkach. Złoszczę się sam na siebie o to, ale nic na to poradzę, bo udawanie, że nic się we mnie nie dzieje, nic nie daje. W zasadzie jest ok. Poza chwilami zasmucenia. Jeszcze parę dni i wielkie miasto rozpędzi mnie do swojego wielkomiejskiego tempa. Dzień za dniem będą pędziły jak oszalałe. Codzienność mnie wessie – jest zwyczajna i dość monotonna, ale jednocześnie w tych dniach jest dużo ciepła i blasku. Doceniam swoją codzienność. Będzie ok. Czuje się trochę bezradny, bo w zasadzie nie widzę możliwości ruchu jeśli chodzi o Brązowookiego, a chciejstwo, żeby On ubarwił moją codzienność swoją obecnością żyje we mnie, wbrew świadomości, że to bardzo mało prawdopodobne. Okoliczności nie sprzyjają. F…k! Ta bezradność będąca efektem zderzania się mojego pragnienia z niesprzyjającymi okolicznościami, męczy mnie. Pewnie w końcu wezmę tyłek w garść i zrobię coś, żeby przerwać ten męczący bezruch, ale na razie nie mam pomysłu. Miałem to wszystko traktować z humorem i na luzie, bez martyrologii, ale… Cóż, na razie nie potrafię, choć chciałbym. W konfrontacji emocje kontra rozsądek, wciąż wygrywają emocje. Nic na to nie poradzę, że w dalszym ciągu chcę zbałamucić Brązowookiego i sprowadzić Go na drogę występku…   Nic na to chciejstwo nie poradzę, bo ono żyje we mnie swoim własnym życiem, zupełnie niezależnie od mojej woli. Nie mogę się za to karać. 
Wierzyć chcę wbrew wszystkiemu…

czwartek, 24 lipca 2014

niedziela, 20 lipca 2014

Trochę

Gocha zadzwoniła wczoraj wieczorem do mnie i nieco zbolałym głosem podziękowała za ciuszki dla dziecka, które wysłałem przez Ciotkę. Nie będę dociekał, czy ten telefon to jej własna inicjatywa, czy sugestia Ciotki. Wysłuchałem piętnastominutowego monologu na temat dziecka, wtrącając od czasu do czasu monosylaby – nie było szans wbicia się w monolog Gochy z jakimś zdaniem, ponieważ Gochę interesuje wyłącznie to, co ona ma do powiedzenia. Byłem miły, zawsze dla Gochy jestem miły, choć nie jestem jej fanem. Czasem nawet mi jej żal. Cóż, skoro Gocha uważa, że nie musi się zmieniać.
***
Spotkałem się dzisiaj z kolegą ze studiów, który zagościł w mojej górskiej miejscowości. Bardzo rzadko widujemy się i kontaktujemy z sobą. Na studiach kumplowaliśmy się dość blisko, po studiach jakoś to się tak rozluźniać zaczęło i krok po kroczku zupełnie się rozluźniło.  W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jednostronnie podtrzymuję to kumpelstwo… Ostatnio widzieliśmy się kilka lat temu. Dzisiaj przed południem umówiliśmy się na kawę na mieście. Było jak w czasie studiów – pogadaliśmy i uśmialiśmy się. Było fajnie, ale jak mawia moja przyjaciółka, która w poniedziałek ma przyjechać: „Nie ma już melodii”. Drogi się rozeszły – mam swoje życie i swoje sprawy, on swoje. 
Jak to dziwnie czasem życie się układa, że ludzie, z którymi przyjaźń miała być na zawsze, zapominają i odchodzą swoją drogą, a ludzie, z którymi kontakt nie zapowiadał dłuższej relacji zostają, stając się najbliższymi przyjaciółmi. Życie pisze swoje scenariusze nie pytając nas o zdanie...

piątek, 18 lipca 2014

Kwartet

Pogoda wczoraj nie bardzo się udała, więc popołudnie i wieczór spędziłem w domu. Obejrzałem film Dustina Hoffmana pt „Kwartet” z Maggie Smith w roli głównej. Znakomity. Rzecz dzieje się w domu starców dla muzyków. Profesjonalnym aktorom towarzyszą emerytowani muzycy. Film tyleż wesoły co i smutny. Maggie Smith fenomenalna. Ta aktorka posiada niezwykły talent grania minimalnymi środkami aktorskimi. Tylko najwięksi tak potrafią. Już choćby dla niej, film ten trzeba obejrzeć koniecznie.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Trochę się ostatnio...

Miałem wczoraj przyjemny dzień. Pogoda była ładna i mogłem się powłóczyć po górach, przewietrzyć się, przemyśleć to i owo.

Trochę się ostatnio nad sobą porozczulałem, poużalałem, porozsmakowywałem – paradoksalnie dobrze mi to zrobiło. Dziś, tak dla odmiany, na sprawy z Brązowookim patrzę racjonalnie. Nie indukując złudzeń. Pewnie jeszcze parę razy walec skrajnych emocji związanych z Brązowookim przetoczy się po mnie i może „rozedrę jeszcze szaty”, ale wiem, że dam radę bez problemu, bo te emocje z czasem wyparują ze mnie. To osobisty kontakt jest decydujący i weryfikuje wszystko. To nie to, że już coś sobie produkuję, nie. Po prostu będziemy się mijać, bo nasze drogi służbowe kilka razy w roku się krzyżują i ani On, ani ja nie możemy tych spotkań uniknąć. Skoro musimy się mijać, to postaram się znaleźć w tym mijaniu jakąś przyjemność. Martyrologii mówię zdecydowane nie! i żegnam. Postaram się to wszystko traktować z humorem i na luzie. To jedyny rozsądny sposób na te sprawy. A co z Brązowookim? Nie będę Go zdobywał. Niech On zdobywa mnie. Jeśli nie będzie, też nic się nie stanie. Nie będę na to czekał. Postanowiłem odpuścić, choć ze smutkiem i żalem. Nie dlatego, że uznałem, że nie mam szans. Postanowiłem odpuścić dla samego siebie, ze względów zasadniczych. Smutno mi, ale wiem, że tak trzeba.   

Jakie to dziwne, że czyjeś spojrzenie i uśmiech mogą uruchomić kaskadę emocji, pragnień, tęsknot, które przetaczają się w człowieku wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew pragmatyzmowi, nawet wbrew jego woli – z siłą lawiny śnieżnej. Odbierając spokój i równowagę. Tęsknota za miłością to potężny zew. Tak silny, że człowiek sam siebie karmi złudzeniami, łapiąc się każdego drobiazgu, który pozwoliłby mu się łudzić dalej i dawał nadzieję, że to pragnienie będzie zaspokojone. Raniąc samego siebie.

piątek, 11 lipca 2014

Zmierziaczka

Pogoda nieciekawa – chłodno, mokro, deszczowo. Zamiast lata jest jesień. Czuję się smętnie i pieczołowicie pielęgnuję w sobie rozczarowanie. Wiem, że „rozczarowania się pali a nie balsamuje”, ale to jest zbyt jeszcze świeże, zbyt mokre i nie chce się palić.

Dobrze, że oprócz kolegów wspierających (dzielne chłopaki!), nikt tego nie czyta, bo pochlastałby się i miałbym człowieka na sumieniu. Big woop, bo Brązowooki nie przyjął mojego zaproszenia na fb! Jakby to miało jakieś fundamentalne znaczenie! Dla mnie jednak ma, bo, jak uczy psychologia, brak wiadomości to też komunikat. Rozsmakowuję się w tym rozczarowaniu i szukam w sobie argumentów, które pozwoliłyby mi dalej się łudzić, w oczekiwaniu na moment, kiedy spotkam Brązowookiego i stanę w prawdzie. Znam datę tego spotkania.

Nie, nie jestem zgorzkniałym marudą. Naprawdę nie jestem. Z natury jestem pogodnym człowiekiem. Zaskoczyło mnie to, że sprawy z Brązowookim budzą we mnie takie emocje. Przecież to tylko brązowa zmierziaczka, to tylko zabełtany błękit. To tylko historia, którą utkałem z drobiazgów i rozmarzyłem w sobie. A jednak smucę się, czuję żal i wewnętrznie opłakuję wszystko to, co się nie stanie. Kogoś, kogo twarzy nie otulę dłońmi. Bo nie zagości. Wiem, że to minie. Przejdzie. Marna to pociecha, ale i tak lepsza niż żadna. To minie. Czas się z tym rozprawi nawet bez mojego udziału. Dokładnie jak w wierszu Jana Twardowskiego, który chodzi mi dziś po głowie:

Jarzębiny przy drogach coraz rzadsze
Młodości co mówisz: tyle jeszcze czasu
Miłości co zapewniasz: nigdy cię nie kopnę
Ile spodni już pękło co miały być zawsze

czwartek, 10 lipca 2014

Smętnie

Dziś niestety będzie smętnie, bo zestroiłem się z ponurą deszczową pogodą. Ale nie tylko. Jakiś czas temu wykonałem drobny gest w kierunku Brązowookiego – wysłałem Mu zaproszenie do znajomych na Facebooku. Brązowooki bardzo rzadko bywa na FB, ale wczoraj się pojawił – wrzucił coś na profil i… nie przyjął mojego zaproszenia. Nie chce mnie w swoich znajomych. Ma kilkuset znajomych na FB, więc przyjmował jak leci, chyba tylko ja zostałem przez Niego wyróżniony nieprzyjęciem zaproszenia. Przykro mi, że okazałem się niegodny takiego wyróżnienia, choć wiem, że to nie tak. Zastanawiam się, czy uległem złudzeniu, czy może wyprojektowałem coś sobie. Nie. Wiem, co widziałem. Za jakiś czas nasze drogi ponownie się skrzyżują. Dwuletni schemat naszego mijania się zostanie powtórzony – spojrzymy sobie w oczy i może uśmiechniemy się do siebie, a może miniemy się obojętnie. Może pojawi się to subtelne napięcie, które towarzyszyło naszemu mijaniu się, a może już nie. I nic więcej się między nami nie zadzieje. Zrozumiałem, to było jak olśnienie, że to wyróżnianie mnie przez Brązowookiego niezauważaniem w obecności osób trzecich ma swój powód. Uświadomiłem sobie, że właśnie dlatego, że też Mu się podobam (potrafię to dostrzec i dostrzegłem) nic się między nami nie zadzieje. Podobam Mu się, więc jestem Jego słabością, zagrożeniem dla Jego spokoju, pozycji zawodowej, opinii. A zagrożenia się unika. Nie sądzę, żeby Brązowooki był wolny od pragnienia wypełnienia kimś swojej samotności, bo to pragnienie bardzo ludzkie i pierwotne. Ma jednak, jak mniemam, doświadczenie w wypieraniu z siebie tego pragnienia, bo zapewne robił to już nie raz. Nie tylko z ostrożności osoby "na stanowisku", ale ze względów fundamentalnych. Nie zaryzykuje swojej pozycji zawodowej – zbyt się chyba do niej przywiązał. Żałuję, ale rozumiem Go. Zawróciłem Nim sobie głowę, ale przestanę o Nim myśleć i zapomnę.

Czekam, żeby pogoda się przetarła, bo chcę i potrzebuję zanieść to rozczarowanie w góry i wypuścić z siebie, żeby uleciało sobie gdzieś z wiatrem. 

Zapomnę. I dalej będziemy grać swoje role mijając się, jakby nic się nie działo. Bo przecież nic się nie działo, nie dzieje i nie będzie działo. Nic oprócz tego dziwnego, subtelnego napięcia, które kazało szukać się naszym oczom… I nie był to wytwór mojej wyobraźni! Chyba...

Ach ten lęk że się nie kochamy
Skoro miłość miłości szuka.

Co za marnotrawstwo! Zapomnę. Choć mam przeczucie, że to nie koniec. To nawet nie początek.

czwartek, 3 lipca 2014

2

Dwa miesiące minęły odkąd zwróciłem uwagę na Brązowookiego. Po 2 latach mijania się, patrzenia w oczy i uśmiechania się. Szkoda, że za tym nic więcej nie poszło. Nie wiem dlaczego to tak mną zachwiało. Przecież w ogóle nie myślałem o Nim w ten sposób, w ogóle nie zwracałem na Niego uwagi. Owszem jak się mijaliśmy, myślałem odwzajemniając Jego uśmiech, że sprawia wrażenie miłego i jest bardzo dekoracyjny, ale nic więcej. Zaistniał w moich myślach i obudził tęsknotę za miłością. Szczęśliwie mój wbudowany zestaw do surwiwalu się włączył i coraz mniej o Nim myślę, już bez martyrologii i tęsknoty. Cała łzawość gdzieś sobie uleciała. Odzyskuję powoli równowagę – jest jeszcze dość delikatna, ale jest. Żyje we mnie przekonanie, że coś dobrego się między nami zadzieje. Może to tylko złudzenie, którym się karmię, ale nie będę zabijał w sobie tego złudzenia, zbyt wiele razy już to robiłem, więc to niech sobie żyje. Czas pokaże co będzie.

Przypomniał mi się wiersz ks. Jana Twardowskiego:

Miłość przychodzi odchodzi
jest z nami nagle jej nie ma
może do lasu pobiegła
całować podlotki drzewa
czemu nie siądzie przy stole
pobędzie dłużej posłucha
- Ach ten lęk że się nie kochamy
skoro miłość miłości szuka

Dziś optymistycznie:


wtorek, 1 lipca 2014

Tajemnica ujrzała światło dnia

Wielka, latami skrupulatnie skrywana tajemnica, ujrzała światło dzienne. Pani Zosia wygadała się ile ma lat! Przez przypadek. Pani Zosia lubi się zbulwersować, ot tak dla zdrowotności. Swoją bulwersację okrasza powiedzonkami „To jest chore!” i „Jak tu żyć?!”. Wczoraj zbulwersowała się pytaniem, które zadała jej sąsiadka w autobusie miejskim. Pani Zosia podróżowała od lekarza, a jakżeby inaczej, do domu i sąsiadka się do niej przysiadła. Coś tam chwilę pogadały zanim padło pytanie o wiek Pani Zosi. Pani Zosia zaniemówiła z oburzenia na taką obcesowość i bezceremonialność. Zamilknięcie musiało być bardzo wymowne, bo sąsiadka się zreflektowała i przeprosiła. Pani Zosia relacjonowała mi to oburzona, konkludując cyt.: ”Nie ma się co chwalić 77 latami”. W tym momencie to ja zaniemówiłem i to zaniemówienie musiało być wymowne, skoro Pani Zosia zapytała mnie z lekką ironią: „Co? Myślałeś, że więcej?”. Odpowiedziałem, że myślałem, że dużo, dużo mniej i że Pani Zosia świetnie wygląda, jest w świetnej formie, etc. Udało mi się chyba dość zgrabnie wybrnąć, bo Pani Zosia była zadowolona.

77 lat. Pani Zosia może sobie narzekać ile jej się podoba i delektować się swoją hipochondrią, w moich oczach zostaje usprawiedliwiona!
***
Jutro, jak co roku, Brązowooki zaczyna urlop. Ciekawe gdzie go spędzi, z kim i co będzie robił… Kilka dni pobędzie na pewno u rodziców, dwa tygodnie gdzieś z koleżeństwem ze studiów (ma swoją zaprzyjaźnioną paczkę ze studiów, z którą spędza sporo czasu), a resztę… Na pewno pogodnie spędzi urlop – jest radosnym człowiekiem, umie się zabawić, nawet tańczyć potrafi. Mam nadzieję, że odpocznie porządnie, bo jak Go ostatnio widziałem, wyglądał na zmęczonego.

Tak sobie pomyślałem, że miło by było zobaczyć Go poza tym Jego hermetycznym środowiskiem, zupełnie prywatnie… Może byłoby przyjemnie spędzić chwilę razem? Pogadać, pośmiać się, popatrzeć sobie w oczy, poleżeć na trawie i popatrzeć w niebo…