wtorek, 19 sierpnia 2014

Niezastąpiony

Dziesięć lat temu dane mi było poznać niezwykłego Człowieka. Dzisiaj obchodzi swoje 54 urodziny. Najbardziej świetlisty z wszystkich świetlistych jakich spotkałem. Chodząca dobroć, radość, szczerość, empatia, wrażliwość, wyrozumiałość i miłość do ludzi. Cudowny, wspaniały, wyjątkowy. Emanujący ciepłem i naturalną, niezwykle ujmującą serdecznością. Nie sposób Go nie lubić. Jest taki PRAWDZIWY. To Człowiek, którego szczerze podziwiam, ogromnie szanuję i bardzo lubię. Nie, nie jesteśmy przyjaciółmi. Mogę jednak powiedzieć, że jesteśmy dobrymi znajomymi. Czasem się spotykamy. Bardzo lubię te spotkania, bo On ma w sobie tyle ciepła – można się w tym cieple ogrzać. Posiada terapeutyczną osobowość. Jest Księdzem. I choć On z pewnością by się z tym nie zgodził, bo skromny bardzo, jest księdzem doskonałym. W opinii mojej i wielu ludzi, którzy Go znają. Subtelnym, bardzo taktownym, dyskretnym, wyrozumiałym, wspierającym i pomocnym. Zadzwoniłem z życzeniami, chwilę porozmawialiśmy. Serdecznie, jak zawsze.  Niestety od 4 lat jest proboszczem odległej parafii, więc widujemy się rzadko. Zresztą jest bardzo zapracowany. Nieprawdą jest to, że nie ma ludzi niezastąpionych. On jest nie do zastąpienia, bo jest jedyny w swoim rodzaju. Podejrzewałem to od początku, a zyskałem pewność, jak został przeniesiony. Podziwiam Go. Pięćdziesięcioczteroletni facet nieskażony cynizmem. Tak na marginesie, dla jasności - w tej relacji nie ma żadnych podtekstów!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy

Kołacze się w mojej głowie myśl, że czasem najlepiej jest zostawić sprawy swojemu własnemu biegowi. Cierpliwie poczekać na okazję, żeby w cztery oczy zrobić Brązowookiemu "raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy" (nie mam tu na myśli niczego drastycznego)  i zobaczyć jak to przyjmie, lub... pozwolić zadziałać czasowi. W każdym razie wcześniej czy później odpowiedź i tak uzyskam. 
Tak sobie w tle leci ta piosenka. Mądra. Love thy will be done. Miłość odnajdzie, jeśli tak będzie miało być. Szarooki rok czekał na okazję, na mnie. Mówił mi, że żyło w nim wewnętrzne przekonanie, że będziemy dla siebie. I byliśmy. We mnie również żyje takie nieśmiałe wewnętrzne przekonanie, że Brązowooki będzie.


szarobrązowe

Szare, brązowe, szare, brązowe, szare, auć…

Szarooki

Zapadłem się w sobie. Napisałem w poprzednim poście o Szarookim, że już dla mnie nie jest. To prawda, ale… poczułem jakiś wewnętrzny smutek z tego powodu. Przypomniałem sobie, co podarował mi na walentynki i rzuciłem się do komody szukać tego podarunku. Przetrząsnąłem całą komodę coraz bardziej zdenerwowany, że gdzieś mi ten drobiazg zginął. Srebrny brelok w kształcie aniołka, kupiony w Wiedniu dla mnie. Znalazłem go w ostatniej szufladzie komody. Uff. To bardzo mi droga pamiątka po Szarookim. Nasze jedyne walentynki… Pamiętam… Pięknie było. Romantycznie. Wspomnienia Szarookiego żyją we mnie. Żyje też we mnie lęk, że coś tak pięknego może już nie być mi dane. Odpycham tę smutną myśl od siebie. Co się właściwie stało, że się skończyło, mógłby ktoś zapytać. Proza życia. Nasz okręt rozbił się o górę lodową. Nie będę pisał co to było. Cokolwiek to było, o to się rozbiliśmy. Choć obaj doskonale wiedzieliśmy, że to nieuniknione, łudziliśmy się, że przetrwamy, że to minie, że się uratujemy. Odsuwaliśmy od siebie decydujący moment chwytając rozpaczliwie każdą wspólną chwilę. Wziąłem na siebie decydujący moment. Nigdy nie zapomnę wyrazu Jego oczu - był tak zaskoczony, że to już, że teraz, że to ta chwila. Bardzo długo staliśmy obejmując się w ciszy. Czułem jak płakał. Byłem tym wstrząśnięty. Powiedziałem „Uważaj na siebie” i szybko wyszedłem. Wsiadłem w auto, wróciłem do domu. Dziwne. Nic nie czułem. Dogoniło mnie pod prysznicem – dwie godziny stałem pod natryskiem bo uspokoić się nie mogłem. Nie spałem całą noc. Pamiętam wielki księżyc za oknem. I przepiękny czerwcowy świt...   

Szare, brązowe, szare, brązowe, szare, brązowe, auć…

Brązowooki

Zweryfikuję, dowiem się. Muszę. Dla własnego spokoju. Rozczarowanie zaboli...

szarobrązowybrązowoszary

Szare, brązowe, szare, brązowe, szare, brązowe, szare, bęc…

Szarooki

Kolega wspierający wysnuł dziś tezę, że tak naprawdę tęsknię za Szarookim, bo to on jest miłością mojego życia i wciąż go kocham, tylko że to wypieram, przenosząc na Brązowookiego. A Brązowookiego nie ma, bo nic między nami się nie zdarzyło, oprócz patrzenia sobie w oczy, uśmiechania się do siebie i dwóch demonstracji Brązowookiego, za którymi nic na razie nie poszło. Zdaniem Kolegi wspierającego mam wyruszyć i przeprosić się z Szarookim, tudzież związać się z nim ponownie, bo on mnie też kocha. Hm… Nie. To wszystko nie tak. Kochałem Szarookiego i w pewnym sensie zawsze będę kochał – zawsze będzie mi bliski i drogi, bo wiele nas łączyło. Ale to tylko, a może aż, miejsce w sercu z napisem „Szarooki”, gdzie zgromadzone są i żyją wspomnienia uczuć, zapachów, dźwięków, słów, dotknięć, miejsc etc, a nie istniejąca, dynamiczna miłość. On jest przeszłością, wspaniałą i cudną, ale przeszłością. On BYŁ, ale już dla mnie nie jest i nie sądzę, żeby kochał mnie jeszcze w ten sposób... 

Szare, brązowe, szare, brązowe, szare, brązowe, bęc…

Brązowooki

Kolega wspierający w słowach bynajmniej niedelikatnych powiedział mi, że mam coś zrobić z Brązowookim. Jeśli go chcę, mam coś wymyślić, żeby go spotkać gdzieś niby przypadkiem. Mam mu popatrzeć w oczy i sprowokować. Mam coś zrobić, żeby wyjaśnić co i jak, i czy w ogóle. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. W pracy nie mogę go łapać z oczywistych względów, a prywatnie nie wiem gdzie bywa. Chętnie bym zweryfikował jak najprędzej, bo lepiej wiedzieć, niż snuć domysły. W zasadzie nie mam nic do stracenia. Jakikolwiek komunikat otrzymam, będę wygrany, bo będę mógł ruszyć dalej z nim bądź bez niego. A to zysk, nie strata. W najgorszym wypadku uzna mnie za wariata i na mój widok będzie uciekał szybciej od wiatru. Nie. Jest bardzo kulturalny i miły. Nawet ewentualną odprawę wyrazi w sposób grzeczny. Kolega wspierający uznał najwidoczniej, że dość ma już tego mojego jęczenia na blogu. Ma rację. Powinienem coś zrobić, żeby uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Na razie nic co prawda nie przychodzi mi do głowy, ale może wkrótce coś wymyślę. Zacytuję Kolegę wspierającego: ”Zrób coś w tym kierunku, albo zostaw to. Chyba, że lubisz być jak kojot i wyć ch… wie czemu do księżyca”. Jędrne i treściwe. I słuszne. Trzeba coś przedsięwziąć i zweryfikować to, albo zostawić i nie jęczeć. Hm… Zweryfikuję.

Skonstatowałem ze zdziwieniem, że oprócz Kolegów wspierających ktoś jeszcze czyta te głupoty. Kariery blogerskiej już nie zrobię, ale co dzień kilkadziesiąt osób zagląda. I zaznaczam, że to nie są moje wejścia. Coś nieśmiali ci Czytelnicy, żadnego komentarza ani nic… Miło, że oprócz mnie i Kolegów wspierających, ktoś tu jednak zagląda. Zabłąkany Czytelniku witaj w moich progach.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Odcisk palca

Śniło mi się, że Brązowooki odnalazł mojego bloga, jakimś sposobem zlokalizował autora i napisał do mnie na FB. W tym śnie widziałem monitor jego kompa i czytałem jego wiadomości do mnie i moje odpowiedzi:

- Cześć. Pięknie o mnie piszesz. Czy moglibyśmy się spotkać?
- Cześć. Chętnie.
- Dzisiaj?
- O której?
- O 20.30
- OK

Widziałem go piszącego te wiadomości. Z wrażenia aż się obudziłem.

Wcale nie chciałbym, żeby odnalazł tego bloga. Nie chciałbym, żeby „widział” mnie takiego smętnego i dupiatego. Zdecydowanie nie chciałbym. To tylko moje oblicze blogowe, bo na codzień nie obnoszę swojej tęsknoty i ludzie mnie otaczający nie mają pojęcia. Na codzień nie jestem smętny, rozlazły i dupiaty.

Gdyby Szarooki zabłąkał się na mojego bloga, już po drugim poście wiedziałby, że to ja jestem autorem. Rozpoznałby natychmiast. Pismo jest jak odcisk palca. Składnia, słownictwo, styl są tak charakterystyczne dla piszącego, że można go rozpoznać. Wcale nie uważam, że dobrze piszę. Ślizgam się tylko po powierzchni. Zupełnie odwrotnie niż w życiu. Zanurzam się w głębinach życia. Smakuję życie, wącham je, dotykam. Najczęściej jest takie zwyczajnie codzienne, czasem bywa radosne, czasem też gorzkie. Jak to życie. Ciągle odkrywam, że ludzie, których dane mi jest spotykać są fascynujący, w swojej bardzo ludzkiej dobro-zwyczajno-złej konstrukcji. Relacje międzyludzkie nie przestają mnie zadziwiać swoją niebywałą złożonością. Spotykam na swojej drodze ludzi niezwykłych - niektórzy przemijają, niektórzy zostają. Spotykam też czasem ludzi, w których głowach "stado Chińczyków siecze kapustę", co do pewnego stopnia może usprawiedliwić to, że są zwyczajnie wstrętni. Spotkałem też parę osób świetlistych. Otoczonych jakby aurą dobroci, pogody, życzliwości, wyrozumiałości. To ludzie – zjawiska, piękni tą swoją świetlistością. Szarooki twierdził, że ja też jestem świetlisty. Chciałbym, żeby tak było. On jest. Spotykam na mojej drodze wspaniałych ludzi i jestem za to wdzięczny Bogu. Lubię ludzi. Tak bez naiwności. A życie? Jest piękne nawet wtedy, kiedy przeciągnie po ziemi i każe posmakować pyłu drogi, którą się kroczy. Jak się posmakuje tego pyłu, docenia się jak dobra jest codzienność.

Od snu, poprzez odcisk palca, do życia. Bez ładu i składu. Ale opublikuję. 

sobota, 16 sierpnia 2014

Trzy

Trzy miesiące temu, dokładnie o tej szarej godzinie, widzieliśmy się ostatnio. Czas tak strasznie szybko pędzi. Dopiero się minęliśmy, dopiero był urlop, dopiero był poniedziałek...  Wiem, że okoliczności nie sprzyjają i najpewniej... Ja rozumiem. To nierozsądne, wręcz głupie, ale wiesz, wbrew wszystkiemu żyje we mnie nadzieja, że kiedyś otulę dłońmi Twoją twarz... Czasem mam uczucie, jakbyś o mnie myślał, choć wiem, że to mało prawdopodobne, bo życie jest tak absorbujące, Twój kalendarz tak napięty... Codzienność mnie wessała i jest ok. Tylko wieczorem, jak już mogę wyhamować i rozluźnić się, przychodzą myśli. Trochę tęsknię. Nie, nie za Tobą, bo przecież nie mamy nic wspólnego, no może oprócz okresowego poczucia osamotnienia. Tęsknię za marzeniem, które ma Twoje oczy. Jesteś inteligentnym, rozsądnym, odpowiedzialnym i ostrożnym człowiekiem - nie zwróciłeś mojej uwagi bez celu. Bądź.

Donos wujka FB

Wujek FB doniósł na Szarookiego, że rzadko bywa na FB, ale jak już jest… Niby nic się nie dzieje na profilu, niby wszystko ok, a jednak zestaw piosenek, które zalinkował w ciągu ostatnich miesięcy nie tchnie optymizmem. On słucha dużo muzyki i muzyka jest dla niego bardzo ważna, każda piosenka ma znaczenie. Ten zestaw nazwałbym „samotność”. Zmartwiłem się, bo on był mi bardzo bliski i drogi. Zawsze będzie. Widzę, że czuje się samotny, a on źle znosi samotność. Jest silny, dzielny i na pewno poradzi sobie, ale samotność go boli. Dużo bardziej niż mnie. Rozczuliłem się i zmartwiłem, jak zobaczyłem piosenkę „Zamiast” E.Geppert, którą zalinkował wczoraj. Piosenka bardzo piękna, ale... Nie jest dobrze. Na tych paru fotach, które ma na profilu też niby ok, bardzo dobrze wygląda, uśmiecha się, ale oczy ma smutne. To wspaniały, dobry, kochany Chłopak, najlepszy, jakiego dotąd spotkałem. Bardzo chciałbym, żeby był szczęśliwy. Chciałbym go jakoś podnieść na duchu, pocieszyć, ale wiem, że mi nie wolno. Pogorszyłbym tylko wszystko.

środa, 13 sierpnia 2014

Doświadczam

To co przeżywam, a co ilustruje ten blog, nie jest niczym patologicznym. To naturalny proces przeżywania straty. W tym przypadku straty idei.

Napisałem w jednym poście, że cokolwiek się zadzieje bądź nie zadzieje między mną a Brązowookim, ta historia nie będzie miała happy endu. Mam wystarczające dane, żeby z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że podobamy się sobie wzajemnie i jesteśmy siebie ciekawi. Nie mam 15 lat, tylko znacznie więcej, synergologia nie jest mi obca, więc potrafię coś takiego zauważyć. To nie zadurzenie - to poryw nadziei na poznanie, zakochanie, miłość. Poryw nadziei, którym się zachłysnąłem. Jednocześnie mam wystarczająco dużo danych, żeby uznać, że szanse na powodzenie wynoszą jedynie jakieś 5%, ze względu na kwestie fundamentalne, których tu nie będę analizował. Przeżywam stratę idei. Idei-marzenia o wzajemnym poznawaniu, miłości, radościach, dobrych słowach, kłótniach, godzeniu się, byciu dla siebie, szczęściu, o "Paryżu z pocztówek i mgły" - czyli o wszystkim, z czego składa się życie dwojga ludzi, którzy są dla siebie. Doświadczam straty - czuję, jak to marzenie i nadzieja z nim związana powoli przesączają się pomiędzy moimi palcami kropla po kropli. Zaciskam moje palce najmocniej jak potrafię, ale to nie pomaga. Krople powolutku jedna po drugiej rozpryskują się u moich stóp...

Nie oczekuję dziś nikogo

Zrobiłem wczoraj coś złego. Próbuję zapomnieć o Brązowookim, w ramach tego próbowania pogadałem w necie z dwoma facetami. Obaj napalili się, chcą się spotkać, wyrazili nadzieje, że fajnie by było, gdyby coś z tego wyszło. Wstępnie umówiłem się i… uświadomiłem sobie, że ja nie chcę się z nimi spotkać, choć obaj sympatyczni i przystojni. Nie chcę. Chcę pójść na randkę z Brązowookim. Zrobiłem coś złego i będę to musiał odkręcić, bo nie wolno mi dawać nadziei bez pokrycia.

Właśnie wróciłem z zakupów w wielkim centrum handlowym, w którym bywałem z Szarookim. Bywam tam nie ze względów sentymentalnych - mam tam po prostu najbliżej i po drodze. Poszedłem do kawiarni, w której siadywaliśmy, usiadłem przy stoliku, przy którym siedzieliśmy jak ostatni raz tam byliśmy razem… Sporo czasu już minęło od naszego rozstania, jednak uciekam myślami w tamten czas zawsze, jak dopada mnie syndrom niekochania i jest mi źle...

Moja dusza ciska się, tupie nóżkami i drze ryja "Ja chcę Brązowookiego!!!" I czeka na niego jak ta głupia. Wiem, wiem. Wyryczy się, wytupie, wykrzyczy i w końcu się zmęczy. Przejdzie jej wcześniej czy później. Wiem.

Wracałem wczoraj od fryzjera i na światłach wydawało mi się, że Brązowooki stał obok na lewym pasie. Adrenalina wystrzeliła we mnie. Dużo później uświadomiłem sobie, że to nie mógł być on, bo kolor auta się nie zgadzał. Emocje były naprawdę duże.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Syndrom niekochania

Ja to jednak głupi jestem i egoistyczny. Jak mogłem tego nie zauważyć, przecież byłem z nim blisko i znam go. Użalam się nad sobą tak zajadle, że nie zauważyłem, że Szarooki wrzucił na swój FB naszą piosenkę, bo musiało być mu źle. Gdyby mu było dobrze, nie wspominałby mnie. Tak jak ja nie wspominałbym jego. Odezwał się w nim syndrom niekochania i pocieszał się tą piosenką, zupełnie tak jak ja. Przykro mi. Kiedyś byliśmy dla siebie lekiem na ten syndrom, dlatego uciekamy myślami w tamten czas. Syndrom niekochania – wychodzi na to, że obaj na niego zapadliśmy...
***
Odwiedziłem dziś centrum handlowe, bo musiałem kupić kilka potrzebnych rzeczy. Tak, wiem, to nic niezwykłego. Łażąc po tej ogromnej hali zauważyłem, że nie jest jeszcze ze mną tak źle. Nie jestem ostatnio szczególnie radosny, a dziś byłem bardzo zamyślony, ale zauważyłem kilkakrotnie, że podobam się. Kilka kobiet w ten szczególny sposób na mnie patrzyło, a raczej zmierzyło kokieteryjnym wzrokiem. Również dwóch facetów mnie sobie dokładnie obejrzało. Zauważam takie rzeczy. To mile łechce moje niezbyt radosne ego. Mój Przyjaciel powiedział mi kilka dni temu, że mam tęsknie rozmarzony wzrok, jakby mówił „zaopiekuj się mną”. Może to tak dodaje mi atrakcyjności :-) „Tego kwiatu pół światu” mówią i mają rację. Jednak ja jeszcze nie zwracam na to uwagi, bo jestem zafiksowany na nenufary brązowookie. „Jakie piękne nenufary! Szkoda, że nie można się do nich dostać!”* Tak to wygląda. 
***
Sam nie wiem, jak to się dzieje, ale niektóre przeczytane bądź usłyszane zdania i wiersze chowają się w jakiejś szufladce w mojej głowie i nagle bach, szufladka się otwiera i wyskakuje z niej cytat. Normalnie jak taki rudy clown na sprężynie wyskakujący z pudełka w kratę.
________________________________
*Maria Dąbrowska „Noce i dnie”

sobota, 9 sierpnia 2014

Cały mój Paryż z pocztówek i mgły...

Wracając z zakupów włączyłem radio – z głośników popłynęła piosenka Andrzeja Zauchy „C’est la vie”. Zapadła we mnie tak, że po zaniesieniu zakupów do mieszkania, poszedłem usiąść na ławeczce na zadrzewionym skwerku koło mojego bloku. Zamyśliłem się głęboko. Jakie to wszystko dziwne. Mam wszystko, czego potrzebuję do życia – mam pracę, którą lubię, mam dach nad głową, mam co jeść, mam co na siebie włożyć, jestem zdrowy, mam swój górski raj, do którego mogę pojechać, Mamę, Brata, który jest dla mnie wielkim wsparciem, wspaniałych, bardzo mi drogich Przyjaciół – mogę powiedzieć, że mam dobre życie. A jednak odczuwam jakiś brak. Na tyle istotny, że ów brak zasnuwa mgłą słońce na moim niebie. Moja dusza, te 21 gramów nieba, które mam w sobie, odczuwa głód. Głód drobiazgów: spojrzeń, uśmiechów, muśnięć, przytuleń, ufności, małych radosnych spełnionych tęsknot… O właśnie. Spełnienie – słowo klucz.

Mam swój „Paryż z pocztówek i mgły” – dość prosty i wcale nie wystrzelony w kosmos, bo w nim „dwie drogi na krzyż”. Noszę go w sobie. Szarooki odnalazł do niego drogę. Byliśmy bardzo różni, ale w „Paryżu z pocztówek i mgły” było tak, jak chciałem, jak potrzebowałem, jak marzyłem. Jak obaj chcieliśmy i potrzebowaliśmy. To było TO – czułem to całym sobą. Tego nie da się zapomnieć. Ktoś, kto tego zaznał, nie zgodzi się na mniej, bo - tak, użyję tego słowa – musiałby zamordować jakąś część samego siebie. Czy żałuję tego, co było? Nie. Żałuję tylko tego, że go straciłem. Ale nie jest to żałość katorżnicza, bo już za to zapłaciłem. Tak naprawdę żałuję tego, czego nie ma. Żałuję, że oprócz niego nikt nie znalazł drogi do "Paryża z pocztówek i mgły" i odkąd jego straciłem, jestem tam sam. Nie dlatego, że nie chcę tam nikogo wpuścić. Chcę i czekam niecierpliwie czuwając przy drzwiach na Wędrowca, który odnajdzie drogę. Chętnie nawet wyjdę naprzeciw, ale tylko do połowy drogi, nie dalej, bo w moim „Paryżu z pocztówek i mgły” jest moich 21 gramów nieba, moje jestestwo. Dlatego tam wejść może tylko ktoś, kto to poczuje i przyniesie swoich 21 gramów nieba… Wbrew wszystkiemu, jak chyba w każdym człowieku, żyje we mnie nadzieja, że on jest, że tęskni, że zmierza… Wierzę, że odnajdzie drogę…

Parafrazując:

C’est la vie…
Odwrotu już nie ma...
Wypiję to wszystko do dna, także dziś
Jak co dnia...

piątek, 8 sierpnia 2014

Uchyliłem drzwi...

Uchyliłem drzwi i wpuściłem w siebie trochę tego, czego nie powinno już za tymi drzwiami być, bo zostało przeżyte i przeżałowane. Jakoś tak mi się Szarooki nałożył na Brązowookiego i wzmocnił przykrość. Nie wiem, czy to przez tę piosenkę, której nie potrafię słuchać obojętnie, czy przez opowiadanie, które dla mnie kiedyś napisał, a które sobie wczoraj odświeżyłem, czy po prostu przez tę zmienną pogodę. Zatęskniło mi się za nimi oboma…  Już biję rekordy ckliwości, a wiem, że stać mnie na więcej. Słucham tej piosenki po raz setny i poddaję się wspomnieniom. Przywołuję w pamięci obrazy, słowa, uczucia. Wszystko co działo się między nami było takie naturalne, oczywiste i dobre. Pamiętam ile radości mogą dawać proste słowa i drobne gesty, wzajemne troszczenie się o siebie, ufność i oddanie, zakochane oczy… Pamiętam obezwładniające poczucie straty, tęsknotę, pustkę i żal. Obraz mojej relacji z Szarookim byłby zafałszowany, gdybym nie wspomniał, że ta idylla nie była oderwanym od rzeczywistości i wyidealizowanym tworem, tylko NORMALNĄ relacją. Obaj mamy wybuchowe temperamenty i obaj lubiliśmy dowodzić, więc czasem się działo. Były naszym udziałem również kłótnie, wybuchy złości, nawet raz czy dwa w złości padły słowa, które raniły. To były takie krótkie wyładowania, bo natychmiast włączał się hamulec, następowała skrucha i pogodzenie. Fajnie było się godzić. Pamiętam dobre słowa szeptane na przeprosiny i ciepło jego ust… Było idealnie, bo było PRAWDZIWIE!

czwartek, 7 sierpnia 2014

Piosenka

Zapytałem wczoraj wujka facebooka o Szarookiego i doniósł mi, że zamieścił on na swoim profilu naszą piosenkę. Chyba wyczuł, że o nim myślałem ostatnio i też o mnie pomyślał. Jestem tego pewny, bo ta piosenka obu nam się jednoznacznie kojarzyła z nami - towarzyszyła nam na pierwszej naszej randce. Sam nie wiem, czy cieszyć się z tego powodu, czy też smucić. Z jednej strony, choć może to egoistyczne, to miłe, że o mnie nie zapomniał całkiem, bo zabolałoby mnie, gdyby wyrzucił mnie ze swojej pamięci. Z drugiej jednak strony nie chcę, żeby się smucił... Przez parę lat po naszym rozstaniu nie słuchałem tej piosenki, bo mnie totalnie rozpieprzała. Pamiętam, jak rok po rozstaniu, kiedy myślałem już, że jest ok, czekając u fryzjera na strzyżenie, usłyszałem pierwsze takty tej piosenki, musiałem wyjść, bo myślałem, że się rozpadnę. Teraz słucham jej ze wzruszeniem i nostalgią. Dokładnie tak samo było z zapachem jego ulubionej wody toaletowej Chic Caroliny Herrery - jak poczułem ten zapach, ściskało mnie tak, że aż na chwilę oddech odbierało. Ciężko było.

***
Ta historia z Brązowookim, którą rozmarzyłem w sobie, a która nie będzie miała happy endu... Jestem bardzo rozczarowany i zawiedziony. Jakoś tak wewnętrznie opłakuję wszystko to, co się nie stanie, bo ciągnęło mnie i ciągnie dalej do tego człowieka. Ale cóż, trzeba stanąć w prawdzie i przestać karmić się złudzeniami. Dzisiaj dowiedziałem się, że w tym roku już się najprawdopodobniej nie miniemy, więc mogę go nie zobaczyć aż do maja przyszłego roku! Mój rozsądek mówi mi, że to dobrze, że zniknie mi z oczu, bo będzie mi łatwiej przestać o nim myśleć. To prawda, wiem. Tylko dlaczego odczuwam to jak jakąś stratę, jakby coś dobrego zostało mi zabrane? Jakby wydarto mi ostatnią, głęboko gdzieś przeze mnie ukrytą resztkę maleńkiej jak ziarnko piasku nadziei, że może jednak... Zastanawiałem się, jaki cel miały te dwie demonstracje - to przegonienie mnie z miejsca gdzie paliłem, a potem to ruszanie z piskiem opon i patrzenie na mnie. Były tak ewidentne, że musiały mieć jakiś cel. Jeśli chciał zwrócić moją uwagę, to dlaczego nie przyjął mojego zaproszenia na FB? Mój Przyjaciel, najbliższy jakiego mam, odpowiedział mi dzisiaj na to pytanie słowami: "Bo głupi! A to znaczy, że na ciebie nie zasługuje! Olej go!". A potem, jako że zna trochę środowisko zawodowe Brązowookiego, bo współpracował przez jakiś czas blisko, potwierdził wszystkie moje domniemania i wnioski. Wszystkie. A to znaczy, że trzeba odpuścić.

środa, 6 sierpnia 2014

Mission Impossible "Brown-eyed"

Wiem i jestem tego boleśnie świadomy. Wiem, że trzeba przestać myśleć o Brązowookim, dla własnego komfortu psychicznego, bo prawdopodobieństwo, że Brązowooki odważy się wykonać jakiś śmielszy gest, który dałby mi pretekst do zadziałania, jest tak znikome, że łudzenie się, że to się stanie jest tylko stratą czasu. Czekanie na coś, co się nie stanie, na kogoś, kto nie przybędzie, jest niepotrzebną przykrością. Bezcelowym ranieniem siebie. Wiem, że muszę pozwolić, żeby ta brązowooka tęsknota spłynęła ze mnie, choć żal mi się rozstawać z tym rozmarzeniem. Muszę pozwolić, żeby czas zapomniał Go we mnie. Czas…

Szarooki kiedyś powiedział: "Miłości nie można znaleźć, bo to miłość odnajduje".  Mądry Chłopak. Wierzyć chcę, że miłość znowu mnie odnajdzie.

Czubek choinki

Długo wczoraj rozmawiałem telefonicznie z Kolegą wspierającym. Tematem przewodnim był Brązowooki. Pointą rozmowy było stwierdzenie Kolegi wspierającego, który zapewne przeczyta tego posta, że wymierzyłem na czubek choinki (czyli w Brązowookiego) i zafiksowałem się w tej pozycji, nie zwracając uwagi na to, że na choince poniżej czubka jest mnóstwo cukierków… To prawda – wymierzyłem na czubek choinki. Mam go na wysokości oczu, bo sam też siedzę sobie na czubku choinki… Z wszystkimi tego położenia konsekwencjami. Dlatego tak mną szarpie i miota...

Sen o poranku i zespół odstawienia

Dzisiejszego ranka Brązowooki mnie obudził. Śnił mi się o poranku… To był krótki sen, bez fonii. Patrzył mi w oczy w tym śnie. Było to poważne, głębokie, badawcze spojrzenie. Tak przenikliwe, że aż mnie obudziło. Dziwny sen. 
***
Czuję się trochę rozbity, chwiejny, mam zmienne nastroje, jestem  ckliwy, zmierzły, mam dziwne sny. Trochę się tym zaniepokoiłem, więc zadzwoniłem do Kolegi lekarza, żeby skonfrontować swój niepokój z opinią internisty. Kolega Internista rzucił tylko krótkim zdaniem "Zespół odstawienia". Powiedział, że mam się tym w ogóle nie przejmować, bo to tylko objawy zespołu odstawienia po rzuceniu palenia i z czasem miną. Poradził, żebym łyknął sobie jeszcze Desmoxan od czasu do czasu. Miał rację. Łyknąłem Desmoxan i przestałem sie chwiać, a nastrój niemal natychmiast się poprawił. Papierochy jednak bardzo mocno siedzą w głowie...

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Dopiero co...

Dopiero co trwałem w oczekiwaniu na urlop, a już po urlopie. Jestem już w swoim wielkim mieście, które przywitało mnie upalną duchotą. Zmiana z górskiego zacisza na wielkomiejski gwar jest dla mnie zawsze trochę trudna, ale będzie ok. Tymczasem oddaję się pourlopowym wspomnieniom…

To był bardzo udany czas - taki rozkosznie rozleniwiony, spokojny, ciepły, pogodny, ale też poprzeplatany refleksją, czasem tęsknotą i smutkiem. Zupełnie jak pogoda tego lata – taka w kratkę. Wyjechałem z mojego górskiego raju wypoczęty, przewietrzony, ładnie opalony, cięższy o 1,5 kg (kuchnia Mamy, której nie sposób się oprzeć). Wyjechałem jak zawsze z żalem, że urlop tak szybko minął, żegnany łzami w oczach Mamy, co bardzo mnie zasmuciło. Zostawiłem tam swój świat, który kocham i do którego wracam zawsze z niezmienną radością. Wrócę tam może na przełomie października i listopada, a już na pewno na Boże Narodzenie. 

Tam powietrze ma inny smak...


niedziela, 3 sierpnia 2014

No i...

No i ostatni dzień urlopu powoli zmierzcha. Wykorzystałem go do maksimum – powłóczyłem się po górach całe popołudnie, obchodząc drogie miejsca, z którymi związane są wspomnienia dzieciństwa i młodzieńczości. Odwiedziłem panią Zosię, która przy pożegnaniu powiedziała „Co zrobić. Trzeba jechać. Nic nie poradzi”. To był cudny dzień. Jutro skoro świt, żeby uniknąć upału, wyjeżdżam do wielkiego miasta. Jestem już spakowany. I smutny, że koniec urlopu i muszę jechać.

3

Trzy miesiące temu zwróciłem uwagę na Brązowookiego i trochę zawróciłem Nim sobie głowę. To zawrócenie głowowe minie z czasem. No chyba, że Brązowooki zrobi coś, żeby nie minęło. Ale to się raczej nie stanie…  

Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że jestem jakimś smętnym pierdołą. Nie jestem. Ta niezbyt radosna refleksyjność to nie jest mój stan permanentny – to tylko chwile, kiedy czuję się po prostu zmierzły i samotny. Jestem tak ekspresywnym ekstrawertykiem, że trudno mi ukryć swoje emocje, szczególnie tu, w tym stworzonym przeze mnie miejscu. Zresztą to miejsce właśnie w tym celu powstało.

sobota, 2 sierpnia 2014

Sen

Miałem sen. Bardzo dziwny sen. Śnili mi się Chłopaki - Szarooki i Brązowooki. Obaj czymś przestraszeni. Ja również odczuwałem jakiś irracjonalny silny lęk. W zasadzie nic się w tym śnie nie działo – to był taki dość statyczny, przekolorowany obraz z lękiem w tle. Wszystko jakby w zwolnionym tempie i bez fonii. Trzecią Osobą, która pojawiła się w tym śnie był Archanioł Michał. Tak, Archanioł Michał, w postaci pięknego bruneta z niebieskimi oczyma, ubrany w granatowe dżinsy i niebieski T shirt. Archanioł Michał uśmiechnął się i powoli odszedł. Szarooki i Brązowooki rozluźnili się i również zaczęli się uśmiechać. Obudziłem się, spojrzałem na komórkę – była 01:40. Co też dzieje się w mojej głowie, że śnią mi się takie dziwne sny. Może to zespół odstawienia po rzuceniu palenia? Pewnie tak. Nie palę już cztery tygodnie. I oby tak pozostało. W tym śnie Archanioł Michał był tak obłędnie przystojny…