niedziela, 31 stycznia 2016

czwartek, 28 stycznia 2016

Antybloger

Naczytałem się dzisiaj, jak dobra robota blogerska ma wyglądać i doszedłem do wniosku, że jestem beznadziejnym blogerem, albowiem:
  1. Piszę tylko wtedy, jak mam natchnienie i czuję potrzebę pisania. Niedobrze.
  2. Nie buduję persony. Nie wiem, co to za cholera, ale bez niej ani rusz. Bardzo niedobrze.
  3. Piszę przede wszystkim dla siebie, bo lubię i jest to dla mnie przyjemność, a nie robota. Źle.
  4. O żesz kurdesz, nie napisałem posta o wyrzucaniu choinki. Niewybaczalne. 
  5. Jakiś cień nadziei na poprawę jednak jest, bo „wstrzykuję własny styl” w to, co piszę.
  6. No i tytuły wychodzą mi całkiem nieźle, a to podobno 80% sukcesu. Mogę zatem uznać, że jestem na dobrej drodze.
  7. Nie, jednak nie, nadziei dla mojego bloga nie ma, bo nie stosuję tzw. kluczy fascynacji, a na dodatek (może uniosę brzemię tej mojej blogowytwórczej herezji, o ile nie spłonę za to na stosie) piszę o tym, co czuję, co myślę, wyrażam swoje poglądy, osobiste przemyślenia, a to jest pisanie „o dupie Maryny”, bo każdy może popełnić takie posty jak ja. 
W kontekście powyższego, kariery blogerskiej nie zrobię, bo bloguję nieprofesjonalnie. Zgadzam się z tym. I będę pisał dalej. Na szczęście nie muszę sobie owych wytycznych brać do serca,

wtorek, 26 stycznia 2016

Takie tam...

I znowu jestem o rok starszy. Dwadzieścia lat temu, na drugim roku studiów zastanawiałem się, jak to będzie mieć tyle lat ile mam teraz. Wtedy była to kompletna abstrakcja, teraz rzeczywistość, bo już wiem. To wciąż ja. Trochę jednak inny niż dwadzieścia lat temu: nie tak radosny, parę kilogramów cięższy, mniej naiwny, dużo mniej mówiący. Ale jestem. 

Chodzi dziś za mną ta piosenka:


poniedziałek, 25 stycznia 2016

poniedziałek, 18 stycznia 2016

niedziela, 10 stycznia 2016

Atrakcje

Moja dzisiejsza bytność w kościele urozmaicona została spontanicznymi atrakcjami, bowiem koło mnie usiadła babcia lat ca 60 z wnusią na oko lat 5. Obie nieco nadaktywne. Młoda bawiła się lalką. Zabawa ta polegała na tym, że lalką rzucała, a babcia wychodziła z ławki i ją przynosiła. Ta świetna rozrywka przerwana została przez babcię, która najwidoczniej miała już dość tego aportowania, wzięła więc wnusię na ręce i tak ją trzymała siniejąc na twarzy z wysiłku, bowiem młoda, dobrze odżywiona, swoje ważyła. Ta zabawa też prędko się skończyła, bo młoda korzystając z dostępności babcinej twarzy, wzięła na cel jej umalowane na karminowo usta, które usiłowała znacząco rozciągnąć i poszerzyć. Tego zamachu na swój wizerunek babcia nie zmogła, oswobodziła więc młodą ze swojego uścisku, rozsunęła zamek torebki, wyciągnęła chusteczkę i zaczęła porządkować okolice swoich ust. Młoda korzystając z okazji dobrała się do babcinej torebki, z której wyciągnęła tablet, odpaliła i chciała grać, ale babcia słysząc muzyczne intro gry – usłyszał je cały kościół – podskoczyła jak dźgnięta i złapała za tablet próbując go jej odebrać. Młoda mając inne plany i nie zamierzając go oddać, złapała się go obiema rękami tak, że babcia podniosła go razem z nią, uruchamiając przy okazji protestacyjny wrzask, ewoluujący po chwili w ogłuszający pisk, który babcię zmotywował do wzmożenia wysiłków pacyfikacyjnych i zdecydowanie dodał jej sił, więc dalsze wypadki potoczyły się błyskawicznie. Młoda zwisała z tableta wydzierając się, jakby ją ze skóry obdzierali, babcia jednak fizycznie silniejsza zdołała ją z niego strząsnąć. Wrzuciła go do torebki, zarzuciła ją na ramię, młodą złapała za łapę, podniosła i wywlekła z kościoła. Oczywiście przy akompaniamencie wściekłego ryku młodej.

piątek, 1 stycznia 2016