piątek, 29 lipca 2016

Cojones

Piorun grzmotnął niedaleko domu. Huk był ogłuszający. Luśka w poczuciu misji chronienia rodziny zerwała się, wyskoczyła na balkon i oszczekała burzę, żeby sobie nie myślała, że taka groźna. Pozbawić burzę złudzeń - to się nazywa mieć cojones...

wtorek, 26 lipca 2016

Szybki przelot

Jestem zafascynowany retoryką Rosjan w sprawie dopingu, ale też w każdej innej ich dotyczącej. Twierdzenia, że białe jest czarne, a czarne białe, wygłaszane spokojnie, stanowczo i konsekwentnie, robią wrażenie. Owa retoryka, rodem z najlepszych lat bolszewizmu, miewa się tam znakomicie. Muszę przyznać, że wznieśli cynizm do poziomu sztuki.
***
Szarooki podpisał w Paryżu kontrakt na 5 lat, zostaje tam więc, jak można się było spodziewać. Aktualnie spędza część swojego urlopu w Bieszczadach: Polańczyk nad Soliną, Cisna, Wetlina, połoniny. Trochę żeglowania, trochę pluskania i dużo wędrowania po górach – tak jak lubi. Brązowooki również spędzi poza ojczyzną następne pięć lat, bowiem, jak się okazało, robi na obczyźnie specjalizację, którą zakończy doktoratem.
***
Luśka nauczyła się piszczeć swoim ulubionym barankiem. Zapiszczałem nim raz, Luśka ze zdziwienia uszy podniosła, a potem przez pół dnia kombinowała aż zlokalizowała element piszczący w baranku i nauczyła się go obsługiwać. Teraz nosi go po domu i popiskuje. Zdolna Luśka.

poniedziałek, 18 lipca 2016

dotąd

dotąd doszliśmy. Tu się rozwiązały
koniec z początkiem. Przekłady Homera
na brzegu siedząc przeglądamy teraz.
Nikt nie przypływa po nas. Puste oceany.
Spokój gwałtowny. Może to już sierpień.
Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.
Jest mi tak jakby już było za późno.
Może to sierpień. Ale drzew tu nie ma
a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach.
Nikt nie przypływa. Homerycki żart
i wiatr z kamieni nam wróży jak z kart.
Nikt nie przypływa.

Ewa Lipska [dotąd doszliśmy]
__________________________________
Ten przepiękny wiersz idealnie wpisuje się w mój dzisiejszy nastrój. Smętek przyszedł, jak zawsze znienacka, nieproszony i wyzwolonym przez jakiś drobiazg wspomnieniowym fleszem sprawił, że poczułem się smętnie, tęskno, mruczno, szaroburo, tak jakby już było za późno. […] Homerycki żart.

czwartek, 14 lipca 2016

O Luśce, musze i Kajtku

Lusława utyrana wypełnianiem domowych obowiązków towarzyskich rozgongoliła się na kanapie, rozżabiła i ucięła sobie regeneracyjną drzemkę, która została zakłócona w sposób arcyniemiły przez jakąś wredną muchę, która wdarłszy się przez otwarte okno do domu, zamachnęła się na nią. Nie sądzę, żeby zastosowała wobec Luśki przemoc fizyczną w jakiejkolwiek formie, jednak przelatując bzyknęła niebezpiecznie blisko strefy newralgicznej, na punkcie której Lusława jest nieco przeczulona od czasu pomiaru temperatury przez weta, czym spłoszyła ją i zmusiła do awaryjnego opuszczenia kanapy i ucieczki na pańciowe kolana. Zabezpieczywszy tyły, z bezpiecznej tej pozycji Luśka przeprowadziła wnikliwą lustrację pomieszczenia w poszukiwaniu owej muchy, a zlokalizowawszy ją zeskoczyła z kolan i nie spuszczając już z niej oka, śledziła ją czyhając na okazję do wywarcia zemsty za niecne zakłócenie sjesty. Niestety plan nie zaowocował, bo mucha opuściła dom tą samą drogą, którą przyleciała, odprowadzona rozczarowanym wzrokiem Lusławy, która po jej odlocie wykonała kilka terapeutycznych okrążeń sprintem wokół pokoju, zakończonych efektownym wyskokiem i triumfalnym uwaleniem się na kanapie, w celu dalszej relaksacji.

Wspominałem już, że Luśka mała jest i musi uważać, gdyż świat dybie na jej bezpieczeństwo, dlatego czujna jest. Rzekłbym nawet, że przeczulona. Śliczny, malutki (niemal o połowę mniejszy od niej), bardzo towarzyski ratlerek, który przybiegłszy do niej w celach towarzyskich próbował obwąchać jej trzecie (wsteczne) oko, jak to mają w zwyczaju pieski, przeraził ją tak, że w pół sekundy przebiegła dystans dzielący ją ode mnie i trzęsąc się jak osika schowała się za moje nogi. Kajtek – tak się wabił ów piesek – nie zrezygnował i przytruchtał za nią, na co zareagowała awanturą taką, jakby już w połowie ją pożarł i to bez jej zgody. „Wstydziłabyś się Luśka tak histeryzować!” – wjechałem jej na ambit biorąc ją na ręce, żeby zakończyć ten sensacyjny happening. Bynajmniej nie zawstydzona Lusława uniesiona nad ziemię przestała osikować i nie spuszczając podejrzliwego oka z Kajtka, obwarczała go prewencyjnie, żeby se nie myślał!  Interpsie relacje Lusławy bywają burzliwe…

środa, 13 lipca 2016

O Euro i szumie

Deklarowałem tu kilkukrotnie, że nie jestem fanem piłki nożnej, mimo to finałowy mecz obejrzałem. Ot taka fanaberia. Rozczarowany jestem wynikiem, bo kibicowałem Francuzom, którzy moim zdaniem grali lepiej od Portugalczyków, ale cóż, nie zawsze wygrywa najlepszy – czasem ten, kto ma trochę więcej szczęścia. Szarooki pochwalił się na fb, że oglądał ten mecz z trybun stadionu w Saint Denis. Z jednej strony trochę zazdroszczę bezpośredniego uczestnictwa, z drugiej jednak te dzikie rozwrzeszczane tłumy, do których cóś mnie nie ciągnie… 
*
Zwykle nie komentuję bieżących wydarzeń i dziś też tego nie zrobię. Nie napiszę, że zdegustowany jestem poziomem uprawiania dziennikarstwa: manipulacjami, nierzetelnością, tendencyjnymi nadinterpretacjami, kreowaniem nieprawdziwego obrazu politycznego i innymi objawami braku etyki. Nie napiszę tego, bo nie jestem naiwny i wiem od dawna, że media nie są apolityczne, wydawało mi się jednak do niedawna, że starały się sprawiać (nie zawsze udolnie) wrażenie jakiejś bezstronności, a to, co dzieje się teraz nabiera rozmiarów rozśmieszająco zatrważających - aż strach włączać telewizor, bo nie wiadomo czy śmiać się, czy szlochać. Ta refleksja dotyczy wszystkich mediów, bez względu na wspieraną (sic!) opcję polityczną. Skąd owa refleksja? Ano z medialnego szumu po wypowiedziach Obamy na szczycie NATO. Przepychanka przekładowo-interpretacyjna, jaką zaserwowały media zdumiała mnie, jak chyba wszystkich znających na tyle angielski, żeby zrozumieć jego wypowiedzi bez pośrednictwa tłumacza. Krzepię się jednak myślą, że dopóki media się ścierają, nie jest jeszcze bardzo źle. Niech antyrządowe punktują rząd, a prorządowe opozycję, obnażając ignorancję i prywatę. Gdyby mówiły unisono, zacząłbym się bać.

wtorek, 5 lipca 2016

O dwuleciu i urlopie

Wczoraj minęły dwa lata mojego niepalenia. Jestem z siebie dumny i ogromnie się tym moim niepaleniem cieszę. Nie ciągnie mnie do papierochów w ogóle. Fajnie jest nie palić. A ile kasy zostaje w kieszeni. Uczciłem drugą rocznicę niepalenia godnie zakupem welurowego fotela opakowanego w samochód, którym również wciąż bardzo się cieszę. Co do niepalenia: ważne, żeby wyeliminować całą martyrologię rzucania, czyli po prostu nie rzucać palenia, a przestać palić, bez deklarowania, że na zawsze. To drobiazg, który szalenie mi pomógł, jak już zakończyłem wspomaganie farmakologiczne (Cytyzyna). Palenie siedzi w głowie, więc plan na niepalenie należy wdrażać spokojnie i metodycznie, wtedy nawet zespół odstawienia, który potrafi czasem nieźle sponiewierać, nie straszny.
*
Jest pięknie. Odpoczywam wędrując po moich górkach. Niestety nie mogę codziennie, ze względu na dość zmienną pogodę. Są duże trawy i ciężko iść po deszczu. Są tacy, którym to nie przeszkadza, ja jednak nie lubię chodzić w mokrych butach i z mokrymi stopami. Odwiedzam znajomych, znajomi odwiedzają mnie. Jak dotąd urlop jest bardzo udany. Zaraz wychodzę w góry korzystając z pięknej pogody, więc na dzisiaj to będzie tyle.